Szarlotka na kruchym cieście - prosta, szybka i smaczna.

Szarlotka na kruchym cieście - prosta, szybka i smaczna.

Dawno nie było nic smacznego, więc przychodzę dziś do Was z przepisem na szarlotkę. 


Składniki:

450 g mąki (tortowej, pszennej lub jaką tam pod ręką macie)
250 g masła ( z lodówki)
150 g cukru
3 żółta
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Nadzienie: 

1,5 kg jabłek (najlepsze będą kwaśne)
3 łyżki cukru
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki cukru waniliowego (wanilinowy też może być)

Składniki na ciasto zagnieść i podzielić na dwie równe części. Może się ono rozpadać jednak dobrze wyrobione ładnie się formuje w dwie kulki. Jedną część ciasta schować do lodówki. 
Drugą część zetrzeć na tarce, na grubych oczkach prosto do formy (ja użyłam tortownicy, jednak blaszka 31 na 24 będzie ok). Smarując uprzednio formę masłem/margaryną i posypując bułką tartą lub jeśli wolicie wyłożoną papierem do pieczenia.
Startym ciastem dokładnie wykleić spód, a później ponakłuwać go widelcem. Piec przez 20 minut w piekarniku nagrzanym wcześniej do temperatury 180 stopni. 

Jabłka obrać i zetrzeć na grubych oczkach, przesmażyć dodając cukier, cukier waniliowy i cynamon. Tak długo aż uzyskamy fajną konsystencję. Następnie przełożyć na upieczony (gorący spód). 

Wyjąć ciasto z lodówki i tak schłodzone zetrzeć (na grubych oczkach) na jabłka równomiernie je rozkładając. 

Piec w nagrzanym do 170 stopni piekarniku przez 45 minut. Po upieczeniu ciasto można posypać cukrem pudrem.

Smacznego!

Paulina 



Foto wyzwanie - moje małe hobby

Foto wyzwanie - moje małe hobby

Czerwiec zleciał w mig, mało się też działo na blogu, a ja byłam trochę zajęta. Ale powiem Wam, że realizowałam pewne zadanie do którego się przyłączyłam. Nieliczni wiedzą, że hobbystycznie cykam foty, a że nadarzyła się okazja by trochę poćwiczyć postanowiłam przyłączyć się do zabawy u Jest Rudo. Trwało ono od 28.05 do 30.06.
Wszystkie zdjęcia publikowałam na fanpage, jednak również tu postanowiłam dodać je w kolejności tematycznej. 


Do zabawy przyłączyłam się 6 czerwca, a jeszcze dziś dodawałam ostatnie foty. Mam nadzieję, że zostaną one zaliczone w wyzwaniu. Zdjęcia wykonywałam telefonem Xiomi Redmi Note 4 oraz aparatem Nikon P90. 

1. Bajkowo


2. Emocje 


3. Na odwrót


4. Pogoda-niepogoda 


5. Wiosna


6. Inna ja


7. Faktura 


8. Minimalizm 


9. Małe święto


10. Jak malowane 


11. Śniadanie


12. Powtarzalność 


13. Pastele


14. Z bliska 


15. Moja tajemnica 


16. Czuje 


17. Kształty 


18. Poranek 


19. Ach, kolory


20. Dystans 



Podsumowując była to dla mnie fajna zabawa. Począwszy od szukania inspiracji do tematów, po obróbkę zdjęć. Jestem totalnym amatorem jeśli chodzi o fotografię i dopiero się uczę. Wiecie jestem jak chińczyk na wycieczce, który namiętnie pstryka foty ;) 
Dzięki temu wyzwaniu zaczęłam szukać, czytać i się uczyć, a kolejnym krokiem będzie zakup lustrzanki. 

Dajcie znać czy któreś zdjęcie przypadło Wam do gustu.

Pozdrawiam!

Paulina
Mów mi Vincent czyli filmowy czwartek

Mów mi Vincent czyli filmowy czwartek

Dziś film który niesie ze sobą piękne przesłanie i pokazuje na czym polega prawdziwa przyjaźń. Będzie szczypta humoru, trochę wyuzdania i duża dawka refleksji.

Mów mi Vincent



Gatunek: Komedia

Czas trwania: 1 godz. 43 min

Produkcja: USA

Filmweb: 7,1/10★

Rok produkcji: 2014

Vincent jest starym, zgryźliwym gburem. Jego ulubioną rozrywką jest hazard i zabawa z prostytutkami. Raz w tygodniu odwiedza żonę w domu starców. 
To wszystko, to jednak pozory... Przekonujemy się o tym, gdy do domu obok wprowadza się samotna matka Maggie z bardzo dociekliwym synem Oliverem. Mimo początkowej niechęci do siebie, sąsiedzi muszą żyć w zgodzie, gdyż zaczynają być od siebie zależni.



Coraz częściej zdarza się, że na filmwebie filmy są źle sklasyfikowane. Film z Billem Murrayem właśnie do takich należy. Mimo kilku zabawnych sytuacji mamy doczynienia z filmem obyczajowym. Trzeba przyznać, że jest to kino na wysokim poziomie. Gdy już przyzwyczaimy się, że główny bohater jest totalnym chamem, wprowadzają się sąsiedzi i mały Oliver. Wtedy też dostrzegamy światełko w tunelu, bo chłopiec widzi w sąsiedzie dobre cechy, a z czasem mimo początkowej niechęci zostają kumplami. 

Bez rejestracji i limitów film obejrzycie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina



Lizaki z witaminami od 7Pharma

Lizaki z witaminami od 7Pharma

Kto z nas nie lubi lizaków, znacie takich bo ja nie. Lizaki do zdrowych nie należą, jednak w ostatnim czasie miałam okazję testować z dzieciakami lizaki z witaminami marki LILY od firmy 7Pharma.



Kilka słów o lizakach.



Lizaki z witaminami posiadają cztery smaki, a każdy z nich ma inne właściwości. Każdy smak ma inny kolor.

Fioletowy - lizak z zestawem witamin o smaku malinowym.

Pomarańczowy - lizak na dolegliwości lokomocyjne o smaku pomarańczowym.

Różowy - lizak na gardło o smaku malinowym. 

Czerwony - lizak z zestawem witamin o smaku truskawkowym.

Zacznę od tego, że lizaki mają pudrową zbitą konsystencje. Pewnie kojarzycie kiedyś dostępne cukierki w postaci zegarków na rękę lub pudrowych cukierków? Więc to, właśnie to. Mimo iż są słodkie, to nie zawierają cukru. Został on zastąpiony erytrytoylem, którego indeks glikemiczny wynosi zero więc nie zaszkodzi on cukrzykom. Oprócz tego lizaki są produkowane bez laktozy czy glutenu. Czyli coś dla alergików!



Lizaki z zestawem witamin o smaku malinowym oraz smaku truskawkowym. 

W skład wchodzi 10 witamin, między innymi B complex, C oraz E.

Jak wiadomo witaminy są bardzo ważne i ciężko jest je wszystkie dostarczyć w normalnym pożywieniu. Stąd my dorośli uzupełniamy je suplementacją, jeśli chodzi o dzieci to trochę z tym ciężej, bo nie każdy maluch lubi syropki, a taki lizak to fajna sprawa. Więc jak tu się nie skusić?

Przyznam się, że przydały nam się najbardziej podczas anginy i problemów z gardłem. 
Może nie miały jakiegoś mega znieczulającego wpływu podczas bólu ale dzieciaki liżąc je produkowały ślinę przez co gardło było mniej wysuszone. Co za tym idzie mniej je ono bolało i nie kaszlały. 

Sama ich próbowałam, bo jak to zrecenzować i nawet nie spróbować. Podobało mi się to, że nie były za słodkie, nie kleiły zębów (czego nie cierpię), a jeden lizak to tylko 11 kalorii. 

Lizaki truskawkowe poszły w mig, bo moje dzieciaki uwielbiają truskawki. Przyznać muszę, że nie miały chemicznego posmaku, tylko fajny pudrowy. 

Najbardziej obawiałam się lizaków z imbirem. Bo moje chłopaki za nim nie przepadają, jednak lizaki im zasmakowały. Niestety nie mogłam ich przetestować pod kontem choroby lokomocyjnej, gdyż nie mamy z tym problemu. 

Po więcej fachowych informacji odsyłam na stronę producenta 7PHARMA.

Te lizaki to dobra alternatywa dla suplementów diety dla dzieci oraz zwykłych lizaków. 

Mieliście już okazję je wypróbować?

Pozdrawiam!

Paulina


O mnie

Moje zdjęcie

Matka dwójki urwisów. Szczęśliwa żona i spełniona kobieta. 

Z miłości do... wszystkiego co piękne i kobiece.

Z miłości do... książek, zakupów, dobrego kina, pysznego jedzenia, dbania o siebie.

Z miłości do... mojego małego świata <3

Google+ Followers

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Z miłości do.... lifestyle , Blogger