Kochanek królowej czyli filmowy czwartek

Kochanek królowej czyli filmowy czwartek

Dziś na tapecie film kostiumowy. Jeden z takich gdzie mimo tego, iż grają aktorzy których większość i tak nie kojarzy robotę swoją wykonują doskonale. Lubie sobie od czasu do czasu obejrzeć taki film i Wam też polecam.

Kochanek królowej



Gatunek: Historyczny, Romans, Dramat

Czas trwania: 2 godz. 17 min

Produkcja: Czechy, Dania, Szwecja

Filmweb: 7,2/10★

Rok produkcji: 2012

Oparta na faktach historia młodej, duńskiej królowej Karoliny Matyldy Hanowerskiej, żony króla Christiana VII. Karolina została zeswatana z człowiekiem, którego nie znała. Jej wyobrażenia o przyszłym mężu były nad wyraz wyolbrzymione. Po podróży z Anglii do Danii, zauroczenie pryska niczym bańka mydlana. Król okazuje się być głupcem, lubiącym alkohol i dziewki. Jego stan psychiczny pozostawia wiele do życzenia, gdy Karolina powija dziecię, król wyjeżdża w podróż. W obawie o zdrowie możnowładcy, rada zatrudnia lekarza, który staje się najlepszym przyjacielem Christiana i kochankiem Karoliny.


Oglądając film było mi strasznie żal królowej, przyglądając się baczniej królowi można było stwierdzić, że pod maską szaleńca kryje się człowiek nieśmiały, bojący objąć władzę. Osoba lekarza jest bardzo ciekawym wątkiem, można przypuszczać, że zaprzyjaźnia się on z królem. Jednak pod maską przyjacielskości przemyca on swoje idee Oświecenia.
Film kostiumowy, klimatyczny, z dobrą grą aktorską. Scenariusz ciekawy i pełen ciekawostek historycznych. Polecam każdemu kto lubuje się w tego typu produkcjach.

Bez rejestracji i logowania, film znajdziecie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina

Upały czyli jak przetrwać. 13 sposobów!

Upały czyli jak przetrwać. 13 sposobów!

Jutro przywitamy lato! W końcu. Większość z nas nie może doczekać się pięknej pogody. Wiosna była deszczowa, a dla wielu osób wysokie temperatury i słońce to wymarzona pogoda. Nie cierpię upałów. Oczywiście nie narzekam, bo jak mi za gorąco myślę sobie o zimie, która niedawno była i od razu robi mi się troszkę lepiej, troszkę chłodniej i cieszę się, że jednak mamy ciepło. Bo któż nie lubi gdy jest ciepło? 



Co zrobić gdy od rana słońce smaży, jest duszno i gorąco?
Oto kilka rad, jedne znalazłam w internecie, inne są po prostu nabyte doświadczeniem, zaś jeszcze inne dyktowane chyba instynktem przetrwania.

1. Dużo pić! - wiadomo z autopsji, że podczas upałów należy organizm nawadniać. Można pić to co lubimy, wiadomo lekarze zalecają wodę, jeszcze inni gorącą herbatę z cytryną. Wiadomo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie pił gorącego napoju ale to, ponoć pomaga. Dobra jest też lemoniada czyli woda z cytryną, soki warzywne, można również jeść owoce i warzywa, które mają dużo wody np. arbuzy, melony, ogórki i pomidory. 

2. Nie wystawiajmy się niepotrzebnie na słońce. Każdy chce korzystać z pięknej pogody, trochę się opalić i nacieszyć słońcem. Wszystko jednak z umiarem. Smarujmy się kremami z filtrem, zapobiegają one wysuszeniu skóry i oparzeniom słonecznym, na plaży zasłaniajmy się parawanem lub parasolem.

3. Ubierajmy się lekko i przewiewnie. Jasne kolory odbijają promienie słońca. Pamiętajmy też o odpowiednim obuwiu, stopy będą nam wdzięczne.

4. Dzieci bardziej odczuwają upał niż dorośli, gdyż są bardziej ruchliwe i więcej się pocą. Pamiętajmy o maluchach i podawajmy im płyny w każdej postaci.

5. Pamiętajmy o zwierzętach im również jest gorąco. W upalne dni zraszajmy futro pupilom wodą, zapewnijmy stały dostęp do wody.

6. Będąc na dworze starajmy się spacerować w cieniu i nie wychodźmy się opalać w godzinach 12-16. Choć ostatnio u mnie jest również upalnie o 17 i 18. Na wczorajsze zakupy byłam zmuszona wyjść dopiero po godzinie 19, wtedy było troszkę chłodniej i przyjemniej na dworze. Jeśli jesteśmy gdzieś na dworze dobrym pomysłem jest wejście by się ochłodzić do klimatyzowanego pomieszczenia, wiadomo, że będzie to jakiś sklep więc może i nawet skusimy się na małe zakupy ;)

7. Jedzmy lekko, nie gotujmy nic ciężkiego, nie uruchamiajmy zbędnie kuchenki lub piekarnika, bo wiadomym jest, że w ten sposób nagrzewamy mieszkanie.

8. Zasłaniajmy roletami, żaluzjami, bądź zasłonami okna by nie nagrzać mieszkania. 

9. Korzystajmy z dobrodziejstw elektroniki. Pamiętajmy, że warto jest skorzystać z wiatraczka lub wentylatora, chyba, że posiadamy klimatyzację ustawmy ją na kilka stopni mniej. Jeśli posiadacie nawilżacz powietrza, to śmiało możecie go uruchomić. Da on przyjemny chłodek i przy okazji nawilży duszne mieszkanie.

10. Pomocny będzie też szybki letni prysznic, zraszanie ciała wodą, przemywanie twarzy, zwilżanie karku. Gdy nie mamy takiej możliwości przydadzą mam się chusteczki nawilżone. 

11. Przed wejściem do samochodu pootwierajmy drzwi i wywietrzmy przez kilka minut, nawet jeśli później włączymy klimatyzację nasz organizm nie dozna gwałtownego szoku poprzez szybką zmianę temperatury i nie ucierpi na tym nasze gardło.

12. Na noc wywietrzmy porządnie mieszkanie, nie dość, że będzie nam się lepiej spało, to ochłodzimy mury. Śpijmy w satynowej bieliźnie lub pościeli. Choć jeśli możecie sobie na to pozwolić, polecam spać na golasa. 

13. Stosujmy kosmetyki chłodzące. One naprawdę pomagają, chłodzący żel do stóp, odświeżający żel pod prysznic czy chłodzący krem do ciała potrafią zdziałać cuda.

Nie dajmy się upałom, bo one za jakiś czas miną. 
Może macie jakieś sprawdzone sposoby na upały, którymi chcecie się podzielić?

Pozdrawiam!

Paulina
Filmowy czwartek w piątek. Imperium

Filmowy czwartek w piątek. Imperium

Przybywam do Was z postem filmowym. Wczoraj miałam problem z wgraniem się bloggera przez dłuższy czas i szlag mnie trafiał, więc odpuściłam. Mam nadzieję, że dzisiejsza mini recenzja wzbudzi w Was zainteresowanie. 

Imperium



Gatunek: Thriller 

Czas trwania: 1 godz. 49 min

Produkcja: USA

Filmweb: 6,1/10

Rok produkcji: 2016

Film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. 
Pracujący za biurkiem Nate Foster jest świeżakiem zasilającym szeregi FBI. Dostaje za zadanie przeniknięcie do grupy neonazistów. Jego celem jest infiltracja, rozpoznanie i uniemożliwienie wykonania toksycznej bomby.



Radcliffe po przeczytaniu kilku nazistowskich książek goli się na łyso i przyłącza się do paczki skinheadów by tamci wprowadzili go w środowisko. Nie ma co ukrywać, że łysi koledzy nie grzeszą rozumem, a ich głównym zajęciem jest picie piwa i lanie murzynów. Na szczęście udaje mu się poznać kogo trzeba.
Kino dość ciekawe, pokazujące struktury różnych organizacji nazistowskich. Oglądając film czekamy, aż główny bohater wpadnie, a sprawa się rypnie. Trzymamy kciuki za niego i z zainteresowaniem śledzimy akcję. Jak dla mnie film dobry więc go polecam, jednak końcówka mogła zostać bardziej dopracowana.
Film bez rejestracji i logowania znajdziecie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina
Zastanówcie się czy naprawdę chcecie mieszkać w wieżowcu. Dlaczego nie cierpię swojego mieszkania - część I

Zastanówcie się czy naprawdę chcecie mieszkać w wieżowcu. Dlaczego nie cierpię swojego mieszkania - część I

Dlaczego nie cierpię swojego mieszkania? Może się to Wam wydać dziwne ale nie znoszę go z wielu powodów, a z roku na rok jest gorzej. Co raz bardziej cierpię z tego powodu, zagryzam zęby i marzę o jak najszybszej wyprowadzce. Choć w praktyce będzie ciężko, jednak do zrobienia ale o tym kiedy indziej ;)



Mamy własne mieszkanie od 6 lat ale gdybym miała ten rozum, a tamte lata, to bez wahania wybudowalibyśmy się!

Od kilku lat mam dość mieszkania w wieżowcu, ciągłe remonty sąsiadów, kilku miesięczny remont windy, potem jednak wymiana (dwóch) która trwała rok. Potem wymiana instalacji, wymiany okien przez sąsiadów, wymiana elewacji i co tam jeszcze sobie we wspólnocie wymyślą. Do tego muzyka, często i gęsto po godzinie 23, 1, 2, a nawet 3 w nocy, która jest ciężka do zlokalizowania gdy ma się nad sobą 10 pięter.  Dają mi nieźle w kość...
Wiosną i latem ratuję się ucieczką z domu, jesienią i zimą jest troszkę gorzej, a najgorzej gdy człowiek się rozchoruje i potrzebuje ciszy i spokoju. Albo gdy dzieciaki są chore, człowiek nie śpi w nocy, a za ścianą sąsiad robi w żelbetonie szwajcarski ser.
Gdy kupowaliśmy mieszkanie nie braliśmy pod uwagę liczby sąsiadów. Liczyła się lokalizacja, bliskość przychodni, sklepów, szkoły, okolica oraz oczywiście cena. 

Pamiętam to podekscytowanie gdy oglądaliśmy mieszkanie, rozmawialiśmy z właścicielką, że cicho, spokojnie, ciepło i co roku są zwroty za ogrzewanie, no i napaliliśmy się jak szczerbaty na suchary. Minusem dla mnie była mała kuchnia ale marzenie nasze o własnym kącie było na wyciągnięcie ręki. To nic. Dam radę myślałam, nie jestem zwolenniczką gotowania. Tylko do głowy mi nie przyszło, że dorobię się dwójki dzieci, a mężczyźni moi pokochają jeść, a ja się wezmę za gotowanie.

W ciągu roku od zamieszkania nie działo się prawie nic, zrobiliśmy szybki remont, na tyle na ile nas było stać. Mieszkaliśmy przez pewien czas w jednym pokoju ale spoko bo to 26m2, a Pierworodny nie miał dwóch lat. Kuchenkę przez pewien czas miałam turystyczną i stała na stole w przedpokoju. Pokój dziecięcy to była graciarnio-złomiarnia, nawet stała tam lodówka. To wszystko nic, bo to w końcu nasze, a nie wynajmowane. Nie za duże, bo niespełna 50m2 ale nasze! Wyremontowane własnymi siłami. Od czasu wprowadzenia się w październiku do grudnia skończyliśmy prawie wszystko, włącznie z pokojem dziecięcym. Podczas dni gdy zbijaliśmy stare kafle w kuchni i wierciliśmy, wieszaliśmy kartkę, że będzie głośniej ze względu na remont i skończymy wiercenie w godzinach które przewidziane są w regulaminie wspólnoty. Raz pan od sprzątania zwrócił nam uwagę, że worek był dziurawy i sypał się tynk po podwórku robiąc ścieżkę do śmietnika. Spoko. Przeprosiliśmy, posprzątaliśmy. 

Na początku musiałam przyzwyczaić się, że słyszę jak sąsiad wali bąki w wannie, czasem gdy kichnął w łazience odruchowo człowiek mówił na zdrowie. Dziwne, to jakieś ale TAK, nie miałam zielonego pojęcia, że będzie tak wszystko piekielnie słychać. 
Sąsiedzi z góry okazali się alkoholikami-awanturnikami. No cóż, takie mamy szczęście i wszędzie gdzie mieszkaliśmy sąsiedzi z góry tłukli się po alkoholu. Tu jest troszkę gorzej, bo sąsiad się wkurza i wychodzi, potem żona nie chce go wpuścić i tarabani domofonem. Jak już dostanie się na klatkę, to tarabani kolejnym domofonem (każde piętro oddzielone jest drzwiami z domofonem), a gdy już wejdzie to wali w drzwi. Nie raz całą noc. Policja była kilka razy ale o tym zaraz, napiszę też dlaczego już jej nikt nie wzywana. Sąsiedzi obok, a jest jeszcze 5 mieszkań przestali reagować, po tym jak doszło do kilku bójek. Zwyczajnie czekamy aż sąsiadom przejdzie. 

Kolejną ciekawostką było dla mnie wyrzucanie mebli przez okno. Na początku wkurzałam się że lecą pety i butelki, jajka i torebki pełne różnych rzeczy. Wiadomo mieszkam na parterze, pod oknem mam kawałek trawnika + parking, na którym kilka lat temu było sporo miejsca do parkowania. Szoku doznałam pewnego dnia gdy będąc w domu coś spadło. Bałam się podejść do okna. Był to czas gdy w wiadomościach przewijały się informacje, że ktoś wyskoczył z wieżowca. Po jakimś czasie przemogłam się i wyjrzałam bo pomyślałam, że może trzeba będzie wezwać policje/pogotowie, a ludzie o tej porze są w pracy. No i moim oczom ukazała się rozpieprzona komoda. Zarejestrowałam sobie w głowie, że lepiej nie wychylać się przez okno i nie wchodzić na trawnik, bo można czymś oberwać. 

Wracając do wzywania policji, to sąsiedzi po libacji alkoholowej byli bardzo głośni, przewracali meble, aż w końcu ktoś zaczął krzyczeć, że ktoś kogoś morduje. Byliśmy roztrzęsieni, Ojciec chciał iść ale zabroniłam mu. Wezwaliśmy policję. Było bardzo późno, Pierworodny już smacznie spał, po dłuższym czasie od telefonu, nagle zadzwonił domofon. Otworzyliśmy go raz, a potem drugi. Do naszych drzwi zapukało dwóch policjantów. Ojciec wdał się w rozmowę, a panowie przyszli najpierw do nas, bo to my wzywaliśmy i chcieli żeby ich zaprowadzić i pokazać gdzie mordują. Także było ciekawie. 

Oczywiście to nie koniec rewelacji i opowieści o mieszkaniu w wieżowcu.

CDN...

Pozdrawiam!

Paulina

Państwo młodzi: Chuck i Larry czyli filmowy czwartek

Państwo młodzi: Chuck i Larry czyli filmowy czwartek

Skoro mamy czwartek, to pora na film. Dziś na tapecie komedia, przy której można dobrze się bawić.

Państwo młodzi: Chuck i Larry



Gatunek: Komedia

Czas trwania: 1 godz. 50 min

Produkcja: USA 

Filmweb: 6,7/10

Rok produkcji: 2007

Młody wdowiec Larry wychowuje dwójkę dzieci, jego przyjaciel Chuck jest zatwardziałym kawalerem. Oboje pracują w nowojorskiej straży pożarnej. Chuck ma dług wdzięczności wobec kumpla, który uratował mu życie podczas jednej z akcji. Oczywiście dość szybko przychodzi pora na rewanż. Larry zmaga się z biurokracją podczas której musi wskazać beneficjenta polisy na życie i niestety nie mogą to być jego dzieci. Wpada na pomysł w którym w urzędzie deklaruje swojego przyjaciela jako partnera życiowego. Zadaniem Chucka jest podpisanie kilku papierków, a cała sprawa ma zostać tylko między nimi. 




Komedia lekka i co najważniejsze zabawna. Dobór aktorów sprawia, że film fajnie się ogląda. Jest dużo zabawnych sytuacji, można by rzec że kino z morałem i przekazem, iż kłamstwo nie popłaca. Jeśli chcecie wiedzieć czy głównym bohaterom uda wybrnąć się z kłamstwa i co z niego wyniknie to polecam. Taki odmóżdżacz na czwartkowy wieczór.

Bez limitów i rejestracji film znajdziecie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina

Małe podsumowanie maja.

Małe podsumowanie maja.

Pogoda w maju była w kratkę... no dobra była do dupy. Początek miesiąca i plany na majówkę połowie ludzi nie wyszły. Wszyscy zastanawiali się czy wyciągnąć z piwnicy sanki czy odpalać grilla. Nie było śniegu, słońca też nie, więc nie wiadomo jak te wolne dni ogarnąć. Ci z większym pechem zaplanowali sobie na majówkę wolne i tym sposobem zahaczyli o 5 dni chujo**j pogody plus weekend. Samo życie :P

*źródło kwejk.pl

Mnie aż nosiło żeby coś ze sobą zrobić, padało, wiało i ogólnie było kaszaniasto. Przeżyliśmy. W połowie miesiąca żywiłam nadzieję, na poprawę pogody, jednak synoptycy usilnie próbowali mnie z tego stanu wybić. Nie dałam się. Od 20 maja moja wiara i nadzieja odrodziły się z promieniami słońca. Przez dwa dni było ładnie i wiosennie, potem kaszana, a później BUM i nastało lato. Ot tak, bez ostrzeżenia.
Cieszę się niezmiernie, jednak mimo pięknej pogody to dupa jeszcze zimowa. 
Nie mam jakiegoś tam ciśnienia by się odchudzać, nie posiadam wagi. Ojciec wyrzucił, bo miałam pierdyknięcie na kontrolę wagi. Jednak czuję, że przybrało mi tu i tam. Będąc w Międzyzdrojach, w rodzinnym domu, popędziłam się zważyć. Przeczucie mnie nie zawiodło i na wadzę ukazało się 4 kilo na plusie.
Wyszedł mi smażony makaron z serem żółtym ;) Uwielbiam i nic nie poradzę, że makarony i sery to moje najulubieńsze jadło.
Wracając do wagi, przy moim wzroście to jeszcze nie dramat, liczę na to, że samo spadnie. Nie mam ciśnienia na odchudzanie. Chyba zmądrzałam ale ten makaron z serem odstawiłam ;)
Wracając do pogody w maju, to do samego końca miesiąca dopisywała. Dzięki temu w ostatni weekend wybraliśmy się do mojej Babci do Międzyzdrojów. 
Naładowaliśmy bateryjki, odpoczęliśmy psychicznie, udało nam się trochę opalić, zajadaliśmy lody kręcone. To jest obowiązkowy punkt, gdy jestem nad morzem. Wpadliśmy na obiadek do Babci, zrobiliśmy rundki po mieście, ciesząc się jego urokami. Tak nam zleciało szybko, że zatęskniliśmy do wakacji. 
Zobaczymy co przyniesie czerwiec, liczę na wypad nad morze, oczywiście by odwiedzić rodzinkę, na ładną pogodę ale mam cichą nadzieję, że upałów nie będzie. Bo ich nienawidzę!
Zostawiam Wam kilka fotek z wypadu nad morze, żebyście mogli sobie powzdychać ;)




Moja trójca, cudnie i grzecznie się bawiąca ;)



To ostatnie zdjęcie wyszło bardzo pięknie, udało mi się wejść na teren, na którym powstanie hotel. Furtka była uchylona, więc skorzystałam z okazji, bo widok piękny.


Następnym razem obiecuję, że będę robiła zdjęcia specjalnie pod bloga. Bo mało robię zdjęć plenerowych, a więcej dzieciaków. Jestem trochę jak mały chińczyk gdy dopadnę się do robienia zdjęć, a dzieciom robię ich miliony.

Mam nadzieję, że maj jakoś Wam zleciał.

Pozdrawiam!

Paulina

Filmowy czwartek zostaje!

Filmowy czwartek zostaje!

Cześć kochani!

Zmiana tematyki bloga, nie wpłynie na czwartkowe recenzje filmowe i polecone przeze mnie filmy. Dziś kino lekkie i sympatyczne.

Kocha, lubi, szanuje


Gatunek: Dramat, Komedia, Romans

Czas trwania: 1 godz. 58 min

Produkcja: USA

Filmweb: 7,4/10

Rok produkcji: 2011

W wieku 40 lat Cal, który dotąd prowadził spokojne i pełne harmonii życie dostaje od losu pstryczka w nos. Jego idealna żona z którą znają się od szkoły średniej przyprawia mu rogi i chce rozwodu. Życie Cala lega w gruzach. Od tego czasu jest częstym bywalcem pubu gdzie obserwuje toczące się życie i stara się pozbierać. Pech chce, że zapoznaje tam Jacoba. Wiecznego singla, mężczyznę który lubi podrywać kobiety na jedną noc, a one lgną do niego jak muchy. Cal zaczyna pobierać nauki od Jacoba jak być wyluzowanym singlem i randkować, a jego ostatnia randka miała miejsce w latach 80.




Film z gatunku sympatycznych. Będzie na czym oko zawiesić i fanki Rayana Goslinga się ucieszą. Będzie trochę smutno, bo główny bohater mimo iż fajny, to jednak życie mu się skomplikowało. Będziemy go żałować że mu się tak wszystko pokiełbasiło. Główny bohater trochę sierotowaty, a Stive Carrel doskonale się do takich roli nadaje. To wszystko okraszone będzie humorem i pozwoli się widzowi oderwać od rzeczywistości.

Bez rejestracji i limitów znajdziecie go tu KLIK.

Pozdrawiam

Paulina
Dzień dziecka! Czy prezenty są najważniejsze?

Dzień dziecka! Czy prezenty są najważniejsze?

Jeśli macie dzieci, to to święto Was dotyczy, ewentualnie jeśli mentalnie odczuwacie potrzebę świętowania, to śmiało i bez krępacji świętujcie :)



W internecie huczy od opisów i recenzji prezentów jakie TRZEBA kupić, TRZEBA dać, TRZEBA i już!

Ja wiem jak spędzimy dzisiejszy dzień, tak żeby było miło i sympatycznie. Jednak są tacy rodzice albo rodzina, wiecie ciocie, wujkowie, którzy mają ciśnienie na to by prezent DAĆ. No bo u niektórych się utarło, że dać trzeba nie tylko swojemu dziecku ale tym w rodzinie i przyjaciółki dziecku też. Serio.

W internecie znajdziemy wszystko i te polecone zabawki przez blogerów i te sponsorowane, co sklep dał za free i prosi o polecenie.

Każdy, no dobra prawie każdy ma ciśnienie. Bo TRZEBA tego dzieciora obdarować.
Trochę to przykre, a trochę wymuszone, bo TRZEBA, tego dnia coś dzieciakowi wcisnąć żeby przykro mu nie było, bo inni dostają to i nasze też musi.

Musi? Otóż nie musi. Wiadomo, wolna wola i każdy daje to na co go stać, to na co może sobie pozwolić ale czy koniecznie trzeba dzieciakowi wciskać w rękę zabawkę, książkę, czekoladę czy jakąś zbędną pierdołę. 

Dziecko cieszy się z prezentów, ZAWSZE. Choć starsze niekoniecznie ze wszystkich, bo ma w głowię listę zabawek które musi mieć, bo chce, bo sobie wymarzyło. Oczywiście czeka na ten Dzień Dziecka, bo może jednak dostanie to czego pragnie. Nagle BUM! Dostaje książkę dla niego gówno wartą ale mamusia sobie tak wymyśliła, dostaje kolejne auto, których na półce jest od groma, dostanie zabawkę którą ktoś kupił w markecie bo trzeba coś dać... 
Wyliczać dalej? Chyba lepiej nie bo klawisze by mi się wytarły od wymieniana bzdur jakimi można obdarować dziecko.

Pomyślcie co by uszczęśliwiło Wasze dziecko. Wiecie? Ja wiem co uszczęśliwi moje dzieciaki.

Zamiast rzeczy materialnych obiecałam im piknik gdzieś w plenerze, daleko od domu, tam gdzie jeszcze nie były. Wspólnie spędzony czas na opychaniu się lodami, oglądaniu bzdurnych bajek, robieniu głupich rzeczy. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku.

Dalej uważacie, że zajebista zabawka to coś co wspaniałego i niezastąpionego? Trudno. Każdy robi tak, jak uważa za słuszne. 

Życzę Waszym pociechom wszystkiego najlepszego w Dniu Dziecka. 
Życzę im, by rodzice mieli więcej czasu dla nich. Na zabawę, rozmowę, spacer czy obejrzenie głupiej bajki. 
By ten wolny czas poświęcili swoim najukochańszym Skarbom. 

Pozdrawiam!

Paulina

Znudzenie, wypalenie, marazm... czyli blogowy zastój.

Znudzenie, wypalenie, marazm... czyli blogowy zastój.

Cześć kochani!

W ostatnim czasie zaniedbałam bloga... 
Przyznaje się bez bicia, że oprócz braku czasu na pisanie brak mi też weny i motywacji. 
Człowiek weźmie na siebie mnóstwo obowiązków i ciągle sobie dokłada, wszystkim chce dogodzić, a na blogowanie już czasu brak.




Powiem Wam, że ciężko mi było się zabrać do pisania. Myślałam, już nawet nad tym żeby sobie bloga darować. Oprócz dwójki dzieciaków, mam full pracy, obowiązków, ciągle gonię za spełnieniem marzeń i jakoś się kręci.
Podziwiam dziewczyny, które łączą pracę z domem, blogiem, obowiązkami i całą resztą.

Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje, blog jakoś do tego wszystkiego słabo pasuje. Ta myśl kotłowała się w mojej głowie dość długo. Aż tu nagle przyszło olśnienie. Czy ja to wszystko lubię, czy lubię pisać o tym o czym piszę? 
Tematyka kosmetyczna jest nudna, jak flaki z olejem. Lubię się dzielić swoją opinią na temat używanych produktów jednak... Właśnie jakoś mi to nie pasuje. Dużo jest blogów o tej tematyce. Ekspertką nie jestem i nigdy nie będę, tak samo jak nie mam zamiaru wymądrzać się odnośnie wychowywania dzieci. Takich blogów też dużo. Fachowo to parenting się zwie. Język sobie idzie połamać już od samego wymawiania. Co blog mama to mądrzejsza, odnośnie szczepionek, kupek, karmienia, wychowywana. Od razu przeproszę moje koleżanki, które się parają tą tematyką, bo mogą poczuć się urażone. Skwituję to jednak tym, że ja się nie znam i to też nie dla mnie, blogowa dziedzina. Bo nie czuję się upoważniona by doradzać. Mogę napisać jak to jest u mnie ale żeby zaraz doradzać i być guru za którym ślepo podążają inni. Co to, to nie! 
Przejdźmy teraz do tego co lubię, a lubię rzeczy wiele od kosmetyków, wiem, to już było i się nie powtórzy, tak często jak to miało miejsce. Zakupów, tak wiem każda kobieta je lubi, tylko zasobność portfela ogranicza. Książek ale takich recenzji pisać nie umiem, prędzej bym się "pochlastała" niż coś napisała, po filmy. Oj tak, lubię te swoje filmowe czwartki. Powiem Wam, że nawet się wtedy w sobie spinam żeby coś naskrobać. Coś, co przypadnie czytelnikom do gustu. Szkoda tylko, że tak mało osób zagląda na blogi w poszukiwaniu recenzji filmowych. 
Jednak najbardziej z tego wszystkiego lubię swoje życie ;) 
Może nie jeżdżę na Malediwy, może nie jestem idealną Matką z instagrama, która ma w domu jak w muzeum ale zapewniam Was, że jest ono intensywne, na pełnych obrotach. Latam, to tu, to tam i czasu na wszystko brak. Borykam się tak jak większość z nas z przygodami dnia codziennego, mam milion pomysłów na minutę. Więc może o tym?
Poukładałam sobie trochę w głowie. Wiem że blog to moje miejsce, oczywiście też dla Was ale to ja mam mieć ochotę na pisanie, lubić to i pisać o tym, a nie siadać z bólem serca i brakiem ochoty.
Nie wiem czy spodobały Wam się posty szczędnościowe ale zapewniam Was, że po coś one są. Będzie więcej różności i ogólnie pojętego lajfstajlu.
Rąbka tajemnicy uchylę niedługo. Wymyśliłam sobie (jak to ja) pewną rzecz jeśli chodzi o blogowanie, więc kciuki mile widziane.

Pozdrawiam! 

Paulina
Mr. Brooks czyli filmowy czwartek

Mr. Brooks czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Ostatnimi czasy prosiliście o recenzje thrillera, mam nadzieję, że dzisiejszy spełni Wasze oczekiwania.

Mr. Brooks


Gatunek: Thriller

Czas trwania: 2 godz

Produkcja: USA 

Filmweb: 7,4/10

Rok produkcji: 2007


Earl Brooks jest odnoszącym sukcesy mężczyzną po 40. Ma cudowną rodzinę, pieniądze i własną dość sporą firmę, którą budował od podstaw. Posiada również mroczny sekret... 
Jego alter ego o imieniu Marshall każe mu mordować, jednak nie robi tego od tak, a jest do tego doskonale przygotowany. Pewnego dnia przez swoje niedopatrzenie zostaje sfotografowany i szantażowany. Jedyne czego pragnie szantażysta to dorównać mu w zbrodni.


Film jest ciekawy i trzymający w napięciu. Główny bohater charakterystyczny, bo jak tu nie lubić Kevina Costnera ;)
Kino ukazujące skomplikowaną ludzką psychikę. Człowiek mający wszystko, któremu czegoś brakuje tworzy wyimaginowanego przyjaciela, sumienie, kata który nakazuje mu popełniać zbrodnie. Niby główny bohater nie lubi mordować tylko czy aby na pewno?

Film 10 letni więc już dość stary, jednak klimatyczny i godzien uwagi. Jeśli nie mieliście okazji go oglądać, to polecam.
Bez limitów i rejestracji obejrzycie sobie tu KLIK.

Napiszcie jaki filmy z Costnerem lubicie najbardziej, może jest coś czego nie miałam okazji oglądać.

Pozdrawiam 

Paulina
Żywioł. Deepwater Horizon czyli filmowy czwartek.

Żywioł. Deepwater Horizon czyli filmowy czwartek.

Cześć kochani!

Dziś będzie film na podstawie największej katastrofy ekologicznej do jakiej doszło w Zatoce Meksykańskiej 22 kwietnia 2010 roku.

Żywioł. Deepwater Horizon.



Gatunek: Katastroficzny

Czas trwania: 1 godz. 37 min

Produkcja: USA

Filmweb: 7,1/10

Rok produkcji: 2016

Zbudowana w Zatoce Meksykańskiej ruchoma platforma wiertnicza ma wydobywać niespotykaną dotąd ilość ropy. Przynosząc przy tym ogromne zyski dla właścicieli z BP.
Jak to jednak bywa przy wielkich inwestycjach, przy których w grę wchodzą ogromne pieniądze, platforma mimo swojej nowoczesności jest w stanie ruiny. Wykonywane testy szczelności do których miało dojść zostały ukrócone ze względu na fundusze i goniący inwestorów czas. Podczas wydobycia ropy dochodzi do awarii, a później pożaru i eksplozji. 
Ze względu na szalejący sztorm służby ratownicze nie mogą przyjść tak szybko z pomocą.


Powstało już wiele filmów, które opowiadały o skutkach wycieku ropy do Zatoki Meksykańskiej, jednak ten film nie skupia się na aspektach ekologicznych, a ludziach i tym co stało się na platformie. Zobaczymy dwie strony medalu czyli pracowników oraz ludzi z BP, którym pieniądze przysłoniły zdrowy rozsądek.
Z pośród 126 osób zginęło 11, a wielu z nich zostało rannych. Oglądając film będziemy przyglądali się życiu i pracy zwykłych ludzi, a nie bohaterów. Kino to bardziej nadaje się na thriller niż katastroficzne i efekciarskie "rozpierduchy" w hollywoodzkim stylu. 

Jeśli nie mieliście okazji oglądać filmu, to szczerze polecam. Znajdziecie go tu KLIK. Oczywiście bez limitów i rejestracji, tylko musicie pozamykać wyskakujące okienka ;)

Pozdrawiam!

Paulina





Everest czyli filmowy czwartek

Everest czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Z filmowym postem do Was przybywam. Dziś kino trzymające w napięciu, ukazujące zmagania człowieka z naturą.

Everest



Gatunek: Przygodowy, Thriller 

Czas trwania: 2 godz. 1 min

Produkcja: Islandia, USA, Wielka Brytania 

Filmweb: 7,3/10

Rok produkcji: 2015 

Historia oparta na jednej z najtragiczniejszych wypraw ma Mount Everest, podczas której jednego dnia zginęło 15 osób. 
Doświadczony alpinista Rob Hall zbiera ekipę doświadczonych alpinistów, którzy marzą o tym by wejść na szczyt. Prognozy pogody wydają się być sprzyjające i nic nie stoi na przeszkodzie by im się udało. 


Film genialnie nakręcony, zdjęcia zapierają dech w piersiach, a cała wyprawa jest intrygująca. Jako obserwator zmagań członków wyprawy niejednokrotnie wstrzymywałam oddech i trzymałam kciuki. Film nie opowiada o bohaterskich wyczynach ale o zmaganiach z ludzkimi słabościami i o tym, że nie wolno lekceważyć potęgi natury.

Szczerze polecam tym, którzy nie mieli okazji go jeszcze oglądać.
Film znajdziecie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina 
Cloverfield Lane 10 czyli filmowy czwartek w sobotę.

Cloverfield Lane 10 czyli filmowy czwartek w sobotę.

Cześć kochani!

Ostatnio złe samopoczucie nie pozwoliło mi napisać postu czwartkowego (piszę posty na bieżąco), więc wypadałoby to nadrobić. 

Jakiś czas temu miałam okazję oglądać dość ciekawy film, którego akcja rozgrywa się w schronie. Zresztą sami zaraz poczytacie.

Cloverfield Lane 10.


Gatunek: Thriller, Sci-Fi

Czas trwania: 1 godz. 45 min

Produkcja: USA

Filmweb: 6,5/10

Rok produkcji: 2016

Michelle po rozstaniu z chłopakiem zabiera kilka swoich rzeczy i wsiada w samochód. Nie wiadomo dokąd zmierza, a podczas jazdy dochodzi do wypadku i auto dachuje. Dziewczyna budzi się w nieznanym miejscu, obolała, podpięta do kroplówki, a jej noga przywiązana jest kajdanami do ściany. 
Okazuje się, że uratował ją nieznany mężczyzna, który twierdzi, że doszło do wybuchu nuklearnego i tłumaczy, że znajdują się w schronie pod jego domem. 


Film dość ciekawy, robi widza kilkakrotnie w konia, gdyż nie mamy pewności jeśli chodzi o głównego bohatera - wybawcę dziewczyny. Z jednej strony jesteśmy pewni, że jest on jakimś psychopatą, później wybawcą, a po jego opowieściach o kosmitach ręce opadają i znów mamy pewność, że jest on zwyczajnie szurnięty. Kino absolutnie mieszające w głowie i nie dające się odgadnąć do samego końca. Koniec zaś zaskakujący i jak dla mnie przekombinowany ale tak z pewnością miało być ;)

Jeśli szukacie ciekawego kina, zaskakującego i wpuszczającego kilkakrotnie widza w maliny, to polecam.

Bez limitów i rejestracji film znajdziecie tu KLIK.

Mieliście okazję już oglądać ten film?

Pozdrawiam!

Paulina
Hobbit - Niezwykła podróż czyli filmowy czwartek

Hobbit - Niezwykła podróż czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Dziś będzie o filmie fantasy. Wiem, że nie każdemu do gustu przypada takie kino ale ja osobiście uwielbiam tolkienowskie ekranizację. Władca pierścieni jest dobrze wszystkim znany, a Hobbit można by powiedzieć jest początkiem tej całej historii.

Hobbit - Niezwykła podróż



Gatunek: Fantasy, Przygodowy

Czas trwania: 2 godz. 49 min/wersja rozszerzona 3 godz. 02 min

Produkcja: Nowa Zelandia, USA

Filmweb: 7,7/10

Rok produkcji: 2012


Hobbit Bilbo Baggins z Shire, prowadzi spokojne i nudne życie. Pewnego dnia czarodziej Gandalf powierza mu zadanie, ufając że ten znajdzie w sobie siłę, odwagę i chęć przygody by opuścić domostwo i udać się na wyprawę. 
Wyprawa ma być niezwykła, a wszystko zaczyna się od niezapowiedzianej wizyty głośnych, lubiących biesiadowanie Krasnoludów.


Jestem ogromną fanką tych ekranizacji książkowych. Jako jedyne przypadły mi do gustu bardziej niż książki, gdyż Tolkien za bardzo lubuje się w rozpisywaniu i opisywaniu widoków, sytuacji i za bardzo zagłębia się w szczegóły. Ekranizacja w wykonaniu Petera Jacksona jest genialna. Widoki, stroje, aktorzy, wszystko to w cudowny sposób współgra i cieszy oko. 
Oprócz świetnej gry aktorskiej, znajdziemy niebanalną i fantastyczną historię małego, odważnego Hobbita, który mimo początkowej niechęci zaprzyjaźnia się z Krasnoludami, pokonuje słabości, a co najważniejsze wychodzi w końcu z domu ;) 

Jeśli nie mieliście okazji oglądać filmu, to bez limitów i rejestracji znajdziecie go tu KLIK.

Część druga - Pustkowie Smauga,

Część trzecia - Bitwa pięciu armii.

Dajcie znać czy lubicie kino fantasy, może sami polecicie jakiś ciekawy film.

Pozdrawiam!

Paulina

Sully czyli filmowy czwartek

Sully czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Dziś na tapecie film, który miałam okazję oglądać kilka dni temu. Wywarł on na mnie niesamowite wrażenie jak również trochę zszokował. 

Sully (Sully, Miracle on the Hudson) 


Gatunek: Biografia, Dramat

Czas trwania: 1 godz. 36 min

Produkcja: USA

Filmweb: 7,3/10

Rok produkcji: 2016

15 stycznia 2009 miał miejsce "Cud na rzece Hudson", którego bohaterem był kapitan "Sully". Wykonał on awaryjne lądowanie pasażerskiego samolotu na rzecze, ratując w ten sposób życie 155 osobom na pokładzie. Film pokazuje nie tylko bohaterski czyn pilotów ale również dochodzenie i śledztwo, które miało miejsce zaraz po owej katastrofie lotniczej. 



Dramat w reżyserii Clinta Eastwooda, genialna rola Toma Hanksa, genialna ekranizacja książki pilota Chesley'a Sullenbergera o locie US Airways 1549.

Oglądając film momentami nie dowierzałam, że można w ten sposób traktować pilotów i bohaterów, a takie rzeczy dzieją się tylko u nas w kraju. Linie lotnicze, komisja ekspercka oraz biegli sądowi w dziecinie lotnictwa, próbujący za wszelką cenę dowieść błędu człowieka. 

Jeśli nie mieliście okazji oglądać tego filmu, to gorąco polecam. Bez limitów i rejestracji obejrzycie go tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina
Kwartalne podsumowanie akcji "Przeczytam tyle ile mam wzrostu"

Kwartalne podsumowanie akcji "Przeczytam tyle ile mam wzrostu"

Cześć kochani!

Zabierałam się do tego postu jak pies do jeża. O ile udało mi się zrobić przyzwoite zdjęcia, to chroniczny brak czasu uniemożliwiał napisanie postu. 

W tym roku oprócz brania udziału w akcji "Przeczytam tyle ile mam wzrostu" postanowiłam wdrożyć ją na blogu i podsumowywać co 3 miesiące. 
Oprócz książek które sobie kupuje, czytam również wypożyczone od przyjaciół i znajomych, a w kolejce czekają jeszcze ebooki i pdfy. Podejrzewam, że czytadeł wystarczy mi do końca roku, jeśli nie ratuje mnie jedynie biblioteka ;) 




Jak widzicie sterta niewielka, bo tylko 9 książek ale były to przyjemne lektury.

W styczniu przeczytałam same książki odnośnie diety Dr Dąbrowskiej, na której postanowiłam być żeby podreperować swoje zdrowie oraz książkę o ziołolecznictwie, którym się interesuje. 


Może nie są to grube lektury jednak bardzo treściwe i dające człowiekowi do myślenia. 

Luty był miesiącem w którym wiele nie przeczytałam. Jedna babska, lekka lektura oraz interesująca sztuka perswazji. 



Marzec obfitował również w lekkie czytadła. Dokończyłam lutową lekturę Pawlikowskiej, ulubionego Piekarę oraz pożyczoną od przyjaciółki kolejną część serii "Klubu miłośniczek czekolady".


Podsumowując, przez 3 miesiące udało mi się przeczytać 15, 5 cm z 160 cm.


Jako, że gonił mnie termin z oddaniem książki pożyczonej od kolegi postanowiłam dodać kwietniową lekturę do sterty przeczytanych.


"Wielki marsz" polecam każdemu sympatykowi Kinga. Według mnie jest to, jedna z jego najlepszych książek. Po skończeniu jej miałam kilka dni na jej przetrawienie. Lubię lektury, które zapadają w pamięć i dają do myślenia.
Książka dość pokaźna grzbietowo, więc wyszło już 18, 1 cm przeczytanych książek.


3 miesiące + 1 w kwietniu co daje nam okrągły wynik 10 sztuk.

Cieszę się, że mogę brać udział w tej akcji. Motywuje mnie to do czytania i zamiast ślęczeć na facebooku i tracić czas na bzdury, siadam z wieczorem książką i się relaksuję.

Bierzecie udział w akcjach czytelniczych na ten rok? Może nie lubicie czytać książek i trafiliście tu przypadkiem, jeśli tak to zapraszam na przegląd postów filmowych tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina

Facet na miarę czyli filmowy czwartek

Facet na miarę czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Z racji nawału przedświątecznych obowiązków przyda się wszystkim obejrzeć film lekki i przyjemny.

Facet na miarę

Gatunek: Komedia romantyczna

Czas trwania: 1 godz. 38 min

Produkcja: Francja 

Filmweb: 6,6/10

Rok produkcji: 2016 

Diane jest prawniczką, prowadzącą kancelarię z ex mężem. Pewnego dnia po emocjonującym telefonie zwyczajnie zapomina go zabrać ze stolika w restauracji. Zgubę odnajduje sympatyczny Alexandre, który oddzwania do właścicielki telefonu i podczas umówionego spotkania postanawia oddać jej komórkę. Jedyną wskazówką jaką otrzymuje Diane od nieznajomego by go rozpoznać są słowa "nie sposób mnie przegapić"...




Film to zabawna, lekka i urocza komedia francuska. Żarty sytuacyjne i błyskotliwe dialogi są zabawne i ciekawie ukazane. Kino to, to bajka o księciu który ma aż 136 cm wzrostu, jest zabawny, uroczy i szarmancki. Pozwala widzowi przyjemnie oderwać się od rzeczywistości, oczywiście nie zabraknie też krzty romantyzmu.
Jeśli nie mieliście okazji go jeszcze oglądać i macie ochotę na coś lekkiego, to polecam.

Bez limitów i rejestracji film obejrzycie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina

Maigret zastawia sidła czyli filmowy czwartek

Maigret zastawia sidła czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Dziś kilka słów odnośnie kryminału w starym klimacie. Miałam okazję go oglądać kilka dni temu i nie będę ukrywać, że przypadł mi do gustu.

Maigret zastawia sidła 


Gatunek: Kryminał

Czas trwania: 1 godz. 27 min

Produkcja: Wielka Brytania

Filmweb: 6,6/10

Rok produkcji: 2016 

Paryż rok 1955. W dzielnicy Montmartre dochodzi do serii zabójstw, ofiarami padają tylko kobiety o określonym typie urody. W śród ofiar jest prostytutka, położna i matka czwórki dzieci. Sprawca zabija ofiary nożem, inspektor Maigret robi wszystko by dopaść zabójcę. Francuski minister sprawiedliwości nie jest zadowolony z braku postępów w śledztwie i chce odsunąć Maigreta od sprawy.




Film jest ekranizacją powieści o tym samym tytule, belgijskiego pisarza Georgesa Simenona. 
Myślałam, że Rowan Atkinson nadaje się wyłącznie do komedii, jednak po tym filmie przekonałam się, że doskonale nadaje się również do poważnych filmów i dobrze gra.
Trzeba przyznać, że film ma świetny klimat, a to za sprawą reżysera Ashleya Pearce'a, który jest twórcą kultowego serialu "Poirot". Jeśli jesteście miłośnikami kryminałów, to ten film przypadnie Wam do gustu.
Bez limitów i rejestracji obejrzycie tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina
Denko luty/marzec - czyli moje zużycia kosmetyczne.

Denko luty/marzec - czyli moje zużycia kosmetyczne.

Cześć kochani!

W lutym zużyłam dość mało kosmetyków i żeby nie było biednie postanowiłam, że wstrzymam się z postem i dorzucę puste opakowania z marca.
Musze powiedzieć, że nawet jestem usatysfakcjonowana z ilości pustych opakowań, choć szału nie ma tak jak u innych blogerek kosmetycznych ;)



Przez dwa miesiące udało mi się uzbierać 17 pustych opakowań, więc biednie nie jest.



1. Green Pharmacy - płyn miclearny 3w1, owies. Powiem tak jest niemal idealny, a jedynym minusem jest to, że po wyschnięciu na skórze zwyczajnie się ona klei. Nie podrażnia, nie szczypie w oczy, a więcej o nim przeczytacie w recenzji tu KLIK

2. BeBeauty - hydrate. Nawilżający płyn micelarny 2w1 (skóra normalna). Ten płyn jak dla mnie ma same wady... Po przemyciu nim twarzy piecze i wysusza, jak również podrażnia skórę i oczy. Pełną recenzję znajdziecie tu KLIK

3. ReNu płyn do soczewek. Do jego recenzji zbieram się i zebrać nie mogę. Obiecuje sobie, że niedługo się za nią wezmę. Lubię ten płyn, jest skuteczny i się sprawdza. 

4. Timotei - mgiełka do stylizacji. U mnie się ona nie sprawdziła, zamiast stylizować sklejała włosy w stronki. Recenzję znajdziecie tu KLIK



5. Wella - Wellaton 7/1, średni popielaty blond. Jedyna farba która przypadła mi do gustu. Kolor pasuje mi idealnie, pokrywa siwe włosy. Jedyne co mnie denerwuje to reaktywator koloru po 15 dniach, a po 30 nakładanie odżywki. Zawsze zapomnę nałożyć jednego albo drugiego. 

6. Vintage Body Oil. Peeling do ciała cukrowo-orzechowy, argan oil. Pięknie pachnący peeling z którego byłam bardzo zadowolona. Pięknie pachniał i dobrze się spisywał, nawet nie zostawiał za dużo tłustego filmu jak to robią zdzieraki innych marek.

7. Equilibra, Baby - chusteczki oczyszczające. Były genialne! Zero chemii, piękny delikatny zapach, dobrze się u Bąbla spisywały przy jego delikatnej skórze. Nie wysuszały, nawilżały i oczyszczały. Jedyny minus, to bo za opakowanie zapłacimy ponad 16 zł ale jeśli chce się u maluchów dbać o skórę. Nie faszerować jej chemią od małego to naprawdę WARTO.



8. Blend-a-med - 3D white luxe - whitening acceleration. Czyli aktywator bieli zawierający drobinki. Stosuje się go po umyciu pastą (Blend-a-med - 3D white luxe - perfection), myjąc zęby ma się wrażenie jakby myło się je piachem. Aktywator jest mocno miętowy. Należy uważać używając tych past gdyż uwrażliwiają szkliwo na czynniki zewnętrzne, mogą doprowadzić do krwawienia dziąseł i odsłonienia szyjek zębowych. Pasty zdecydowanie nie nadają się dla osób z problemami dziąseł oraz nadwrażliwością szkliwa.

9. Blend-a-med - 3D white luxe - perfection - pasta wybielająca. Używa się jej przed aktywatorem bieli. Zestaw sam w sobie jest ok, po za tym cenowo wychodzi to dobrze. Może nie doczekamy się bieli jak Shakira z photoshopa ale kolor zębów staje się jaśniejszy o dwa, trzy tony. Tak jak wspomniałam wyżej trzeba jednak z takimi pastami uważać.

10. Smile 3D production, smart white. Płyn do płukania jamy ustnej. Nie pamiętam czy to biedronkowy czy też lidlowski produkt. Spełnia swoją rolę, odświeża oddech, nie zawiera alkoholu i jest po taniości. 

11. Dentalux - płyn do płukania jamy ustnej. Bosz, nawet nie wiem co mnie podkusiło żeby go kupić. Podejrzewam, że promocja :P Palił w gębe jak licho. Oczywiście okazało się, że zawiera alkohol, a ja tego nie doczytałam, mimo iż jest jak byk na opakowaniu. Nigdy więcej płynu do płukania z alkoholem! Płakałam, zionęłam ogniem i czułam się jakbym łyknęła spiryt.

Do reszty kosmetyków nie mam zdjęcia. Były bo oczywiście robiłam ale niechcący usunęłam :P

12. C-truth - lovley garden. Woda toaletowa. Różu nie lubię, jednak zachwycił mnie zapach i oczarowały takie tyci kuleczki w środku. Zapach kwiatowy, nie słodki, a raczej odświeżający. Woda pachniała dość długo.

13. Eveline Cosmetics - SOS lash boster. Multifunkcyjna odżywka do rzęs 5w1. Niby fajna, zakupiona w promocji w Rossmannie, użyłam jej kilka razy i zapomniałam o jej istnieniu... Także jej czas minął, nie jestem pewna czy od otwarcia minęło te 12 miesięcy ale wolałam nie ryzykować i ją zdenkować. 

14. Bebeauty - płatki kosmetyczne, 120 szt. Lubię, nawet bardzo, dlatego jestem im wierna jak pies. Po taniości trafiają się często w promocji 3 sztuki w cenie 5,99.

15.16.17. Luksja - cremy. Mydło w kostce, jak to mydło, myje. Jestem mu wierna, bo nie wysusza skóry, jest delikatne, kremowo pachnie i już chyba do niego przywykłam. Idzie u mnie jak woda ;)

Uff! Dobrnęłam do końca, choć ciężko było mi się zabrać do tego postu, to jednak lekko poszło.

Znacie któreś z kosmetyków?

Pozdrawiam!

Paulina

O mnie

Moje zdjęcie

Matka dwójki urwisów, szczęśliwa żona i spełniona kobieta. 

Z miłości do... wszystkiego co piękne i kobiece.

Z miłości do... pasji, książek, zakupów, dobrego kina, pysznego jedzenia, dbania o siebie.

Z miłości do... mojego małego świata <3

Google+ Followers

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Z miłości do.... lifestyle , Blogger