Femfresh i ich żele

Femfresh i ich żele

Cześć kochani!

Przyszła pora na recenzje żeli do higieny intymnej, marki którą już znacie bo gościła jakiś czas temu na blogu. 

Femfresh - Everyday Care Daily - płyn do higieny intymnej, nawilżający, odświeżający



Opakowanie przyjemne dla oka, kolorystyka płynu również, konsystencja żelowa. Zapach jak dla mnie bliżej nie określony ale jest delikatny i świeży.
Nowością dla mnie był sposób otwarcia opakowania, gdyż podciąga się korek do góry. 



Kilka słów od producenta


Myje bo takie jest jego zadanie, nie podrażnia, dobrze się pieni. Ładnie prezentuje się w łazience. Ogólnie ok :)

Femfresh - Ultimate Care, płyn do higieny intymnej


Opakowanie deczko inne kolorystycznie, pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, to że jest on dla mężczyzn. Zapach raczej męski, serio, takie męskie perfumy ale powiem Wam, że przypadł mi on do gustu. Idąc tym tropem spodziewałam się też koloru niebieskiego, a tu psikus. Bo zawartość jest perłowa. 

Kilka słów od producenta



Żel również dobrze się spisuje ale zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż pierwszy. Wszystko za sprawą zapachu. Po umyciu się nim czuć świeżość, tak samo jak przy poprzedniku. Nie podrażnia, nie uczula. 
Wielkich wymagań do tego tupu kosmetyków nie mam. Są to gadżety codziennego użytku.
Przyczepię się jedynie do otwarcia gdyż jest ono problematyczne. Zdecydowanie wolę pompkę, bo mokrymi rękoma szarpać się z otwarciem nie lubię.
Wspomnę też, że rozbawił mnie napis na etykiecie który przestrzega by unikać kontaktu z oczami, jeszcze z czymś takim na produktach tego typu nie spotkałam.
Jeśli jesteście ciekawi tej nowości to z czystym sumieniem polecam.

O innych kosmetykach marki przeczytacie tu KLIK i KLIK.

Mieliście okazję już wypróbować jakieś kosmetyki do higieny intymnej marki Femfresh?

Pozdrawiam!

Paulina
Peeling do twarzy, który uwielbiam

Peeling do twarzy, który uwielbiam

Cześć kochani!

Tak jak w tytule, dziś będzie o moim ulubionym peelingu do twarzy.

Ziaja - oczyszczenie skóry normalnej, tłustej i mieszanej; liście maukna



Producent/Marka: Ziaja

Pojemność/Waga: 75 ml

Cena: 7,99

Kosmetyk ten jest w ostatnim czasie jednym z tych które stosuję regularnie. Staram się oczyszczać nim twarz 2 razy w tygodniu, czasem gdy nadużywam makijaż sięgam po niego częściej by dobrze oczyścić twarz.

Kilka słów od producenta




Pasta w tubce jest gęsta, co przekłada się na jej wydajność. Po aplikacji na buzi i masażu czujemy drobinki, które pod wpływem tarcia się rozpuszczają. Pachnie miętowo ale nie jakoś nachalnie i mocno, ten zapach jest przyjemny i orzeźwiający.




Trzeba uważać na okolice oczu podczas zmywania specyfiku z twarzy gdyż jeśli się do nich dostanie, to wywołuje podrażnienie i czujemy się tak jakbyś dostali piaskiem po oczach. To uczucie trwa długo...
Kosmetyk fajnie myje i oczyszcza skórę twarzy, dobrze sobie radzi z zaskórnikami na nosie i stają się mniej widoczne. Po zmyciu peelingu twarz jest gładka, stonizowana, przyjemna w dotyku i świeższa. Wszystkie obietnice producenta zostają spełnione. Dodatkowo należy wspomnieć, że nie wysusza mojej mieszanej cery oraz nie podrażnia, co jest ogromnym plusem. Bo nie raz po użyciu peelingu do twarzy miałam skórę podrażnioną.

Mieliście już okazję wypróbować jakiś kosmetyk z tej serii?

Pozdrawiam!

Paulina

GlySkin Care i magiczne skarpetki

GlySkin Care i magiczne skarpetki

Cześć kochani!

Dziś przychodzę z dość ciekawym produktem, a miałam okazję testować go po raz pierwszy dzięki współpracy z firmą Diagnosis.
Wydaje mi się, że cała blogosfera miała już okazję wypróbować złuszczające skarpetki tylko nie ja, przyszedł więc czas na moje testowanie. 
W poście znajduje się jedno zdjęcie, które jest niesmaczne, więc wrażliwcy niech post ominą, bądź zamkną oczy widząc gołą stopę. 


GlySkin Care - Złuszczająca maska do stóp 



Kilka słów od producenta
                                      



W opakowaniu znajdziemy szczelnie zamknięty, foliowy woreczek, w którym znajdują się skarpetki. Myślałam, że skarpetki będą osobno jednak trzeba było je rozdzielić, a dla mnie był już to problem. Wiecie czasami mam mentalność blondynki ;)



Skoro jest napis "open" to powinno się właśnie tak, a nie inaczej je otwierać, dopiero Ojciec wpadł na pomysł by je rozdzielić za pomocą nożyczek. Oczywiście instrukcję jak ich używać i jak rozdzielać znajdziemy na opakowaniu jak również zaglądając na stronę sklepu. Brawo ja! Także tu był błąd z mojej strony, że źle kombinowałam. Gdy je rozdzieliłam i otworzyłam okazało się, że są wypełnione płynem.



Po założeniu ich na stopy, mamy możliwość zapięcia skarpetek i to jest bardzo fajne.
Pierwsze uczucie było bardzo dziwne i nie fajne, wiecie nikt nie lubi mieć mokrych worków na nogach. Po chwili moje stopy się do nich przyzwyczaiły i było już ok.



Według zaleceń ubrałam na worki swoje skarpetki (największe i najbardziej rozciągliwe jakie posiadam), wszystko po to by dobrze przylegały do stopy i płyn w nich zawarty mógł robić swoje. 


Produkt trzymałam na stopach około 40 minut. Czyli nie za długo i nie za krótko. Po jakimś czasie w stopy zaczęło mi się robić gorąco, później zaczęły one piec. Nie będę ukrywać, że się wystraszyłam. Uczucie nie było przyjemne, a w głowie miałam różne czarne scenariusze. Później w czeluściach internetu doczytałam, że jest to całkiem normalne zjawisko. Tak więc wytrzymałam z tym zabiegiem 40 minut i zaraz po nim opłukałam stopy. 

Czekałam, tak czekałam i się doczekałam... na skórze zaczęło się coś dziać po 16 dniach, może było to spowodowane efektem krótkiego trzymania. 


Skóra zaczęła samoistnie się odklejać, wydawała się być sucha. Nie ukrywam, że trochę swoim stopom pomogłam pozbyć się naskórka, bo chyba dłużej zeszło by im ze złuszczaniem. Oczywiście odrywałam kawałki już odstające. Wkurzające było to, że skóra odpadała sobie tu i tam, znajdywała się w skarpetkach i na łóżku. Jeśli jesteście wrażliwi i obrzydzają Was tego typu rzeczy to darujcie sobie wszelkiego rodzaju maski i skarpetki złuszczające. 

Muszę Was też przestrzec by nie robić zabiegu w wakacje, bo wiadomo letnie obuwie, sandały, a łuszcząca się stopa nie jest apetycznym widokiem ;) Genialna ja latałam w tenisówkach, bo aż wstyd z takimi girami wyjść do ludzi.

Ogólnie cała kuracja od czasu oczekiwania, poprzez kompletne złuszczenie się naskórka trwała miesiąc. To dość dużo czasu ale efekt po zastosowaniu maski jest świetny. Pozbywamy się warstwy zbędnej skóry, stopy są gładkie, nawilżone i po prostu fajniejsze. Aż miło popatrzeć. Jestem zadowolona z zabiegu, gdyż jest on prosty i wykonany w domowym zaciszu. Warto było trochę się pomęczyć by uzyskać taki efekt. Oczywiście daruje Wam już oglądania swoich gołych stóp ;)

Mieliście okazje już wypróbować jakieś magiczne, złuszczające skarpety bądź maski?

Pozdrawiam!

Paulina
Nic do oclenia czyli filmowy czwartek

Nic do oclenia czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Od jakiegoś czasu na blogu cisza spowodowana moim urlopem, jednak filmowe czwartki są już u mnie tradycją, więc nie chciałam Was zawieść. Dziś będzie kino lekkie i przyjemne czyli na wesoło.

Nic do oclenia


Gatunek: Komedia

Czas trwania: 1 godz. 48 min

Produkcja: Francja, Belgia

Filmweb: 6,9/10

Rok produkcji: 2010 

W 1993 roku granica między Belgią, a Francją zostaje zniesiona, a pracujący celnicy muszą jakoś to przełknąć. Z jednej strony barykady pracuje nadgorliwy belg, nielubiący francuzów i bojący się o etat. Z drugiej obojętny na całą sytuacje i sympatyczny Mathias, który stara się unikać konfliktów z ksenofobicznym Rubenem, gdyż romansuje potajemnie z jego siostrą. 
W związku ze zniesieniem granic szef służby celnej wpada na pomysł mieszanych, mobilnych patroli i "za karę" wyznacza Rubena jako ochotnika, Mathias zgłasza się sam do pary licząc, że się zaprzyjaźnią. 




Jeśli macie dość oglądania głupkowatych amerykańskich komedii, to będzie idealny film dla Was. Jest zabawny, a żarty błyskotliwe, szalone postacie, gdzieś w tle wątek miłosny, dobra gra aktorska i fajnie dobrana muzyka.
Jeśli nie mieliście okazji go oglądać, to szczerze polecam. 

Bez limitów i rejestracji film obejrzycie tu KLIK

Pozdrawiam!

Paulina
Chłód nadchodzi nocą czyli filmowy czwartek

Chłód nadchodzi nocą czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Dziś będzie o filmie, który obejrzałam tylko i wyłącznie dzięki tytułowi. Miałam ochotę na coś katastroficznego, jednak tytuł bywa zwodniczy. Za to trafiłam na ciekawe kino klasy B, które jest warte polecenia.

Chłód nadchodzi nocą



Gatunek: Thriller, Kryminał

Czas trwania: 1 godz. 30 min

Produkcja: USA

Filmweb: 5,3★/10

Rok produkcji: 2013

Cloe jest samotną matką, która prowadzi typowy, amerykański motel i nie do końca sobie radzi. Pewnego dnia zatrzymuje się u niej niewidomy mężczyzna wraz ze współtowarzyszem. Kiedy partner zostaje zabity, ociemniały starzec musi sobie radzić sam ze swoimi brudnymi interesami. Dlatego też bierze dziewczynę na zakładniczkę, ta mimo iż drży o życie swoje i córki, zaczyna spółkować z przestępcą.



Film oczywiście ma ciekawą i wciągającą fabułę oraz zaskakujące zwroty akcji. Jak na kino klasy B, muszę przyznać, że gra aktorska jest na wysokim poziomie. Film nie przynudza, jest pełen emocji i kończy się intrygą.
Podejrzewam, że nie mieliście okazji go oglądać, więc polecam.
Bez limitów i rejestracji znajdziecie go tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina
Naturalne kosmetyki i surowce - Esent

Naturalne kosmetyki i surowce - Esent

Cześć kochani!

Dziś kilka słów o kosmetykach Esent.
Jest to rodzima Szczecińska marka, która zajmuje się tworzeniem kosmetyków naturalnych oraz surowców. W ich bogatej ofercie znajdziemy olejki, masła i składniki aktywne do domowej produkcji np maseczek.
Tak więc dzięki spotkaniu w którym uczestniczyłam (Matki na Dzikim Zachodzie) miałam okazję poznać te produkty na własnej skórze.



Post będzie dotyczył kosmetyków które miałam już okazję używać.



Kwas Hialuronowy 3% (30 ml)


"Naturalny składnik wszystkich tkanek organizmu człowieka. W skórze stanowi ona nawet 50 % objętości. Odpowiada on za zdolność wiązania przez skórę wody, a co za tym idzie jej jędrność, sprężystość. Niestety z wiekiem stężenie kwasu w skórze spada, czego konsekwencją jest wiotczenie skóry, zmarszczki."

W buteleczce znajduje się on w płynnej postaci, bezzapachowej i przeźroczystej. Używałam go nanosząc punktowo na skórę twarzy, muszę przyznać że zdecydowanie poprawił gładkość i jędrność skóry. Ciekawa jestem tylko na jak długo ale to się okaże za jakiś czas.

Hydrolat z róży Damaceńskiej (100 ml)

"Hydrolat organiczny, otrzymywany jest w wyniku destylacji kwiatów, jest to produkt najwyższej jakości, stosowany tylko w najlepszych kosmetykach. Często nazywany jest wodą różaną, jest to określenie błędne, gdyż nie ma on nic wspólnego z perfumowanymi wodami. Pozyskiwany jest jako produkt uboczny olejków eterycznych w procesie destylacji kwiatów róży parą wodną."



Buteleczka dość sporej wielkości, mieści w sobie przeźroczysty płyn, który pięknie pachnie. Hydrolat można stosować bezpośrednio na skórę jak również dodawać do kąpieli. Należy wspomnieć o jego właściwościach leczniczych, gdyż ma właściwości antyseptyczne i przeciwzapalne. Używałam go dodając kilka kropli do wanny. Swoim pięknym zapachem zdecydowanie umila kąpiel.

Olejek z dzikiej róży (20 ml)

"Olej z nasion Dzikiej Róży, pozyskiwany w procesie tłoczenia na zimno, nierafinowany. Dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminie E oraz naturalnych przeciwutleniaczy (karotenidów) pobudza skórę do produkcji kolagenu i przyśpiesza procesy regeneracji, lekko napina skórę"

Jest to olejek o czerwonawym kolorze i specyficznym zapachu, można używać go bezpośrednio na skórę, tak też robiłam. Doskonale się sprawdza w walce z rozstępami, choć dla mnie jest zdecydowanie za późno, bo moje rozstępy mają już 20 miesięcy. 




Olejek jojoba (20 ml)

 "W rzeczywistości nie jest olejem, lecz płynnym woskiem, otrzymywanym metodą tłoczenia na zimno z nasion. Stanowi on bogate źródło witaminy A, E oraz F. Charakteryzuje się wytrzymałością na wysokie temperatury, jest bezterminowy, ponieważ nie posiada typowej daty ważności gdyż nie jełczeje. Można przechowywać go przez okres około 25 lat. Ma wiele zastosowań i nadaje się do każdego typu skóry, nie wywołuje alergii dlatego jest doskonały dla alergików"

Postać płynna, bezbarwna i bezzapachowa. Tak jak poprzednie specyfiki aplikuje się go bezpośrednio na skórę. Zmniejsza wydzielanie sebum, wyrównuje poziom nawilżenia na skórze, gdyż przenika w głąb warstw skóry. Leczy stany zapalne jak również łuszczycę.
Podpasował mi ze względu na mój mieszany rodzaj cery, podczas wysokich temperatur miejsca suche robią się bardziej wysuszone, a ten olejek doskonale je nawilża. Różnicę widać już po pierwszej aplikacji. 

Olej makadamia (100 ml)

"Olej tłoczony na zimno, rafinowany, otrzymywany z orzeszków makadamii. Zalecany do cery suchej, wrażliwej i łuszczącej się. Ma działanie wygładzające, rewitalizujące, poprawia napięcie skóry, dlatego jest idealny do cery dojrzałej, zapobiega też utlenianiu komórek. Zawarte w nim kwasy, to składniki skóry, więc doskonale się wchłania



Olejek ma kolor jasnożółty, pięknie pachnie, szybko się wchłania tak jak zapewniał producent. Dobrze nawilża, regeneruje naskórek, odżywia. Można go stosować bezpośrednio na skórę jak również jako dodatek do kremów własnej produkcji. U mnie genialnie sprawdza się na dłoniach i suchej skórze nóg. Nakładany zaraz po goleniu świetnie je nawilża i koi podrażnienia.

Kolagen z elastyną (30 ml)

"Kolagen i elastyna to podstawowe składniki skóry, odpowiadające za jej jędrność, sprężystość i elastyczność. Po 25 roku życia produkcja elastyny w naszym organizmie spada, a po 50 zapasy jakie mamy w skórze całkowicie zanikają. Kosmetyk ten ma wiele właściwości od spłycania blizn po przez zwiększenie sprężystości i elastyczności skóry."




Kolagen możemy stosować bezpośrednio na skórę. Używałam go głównie na skórze twarzy oraz brzuchu. Po aplikacji bardzo szybko się wchłania, jest bezwonny i bezbarwny. Doskonale napina skórę twarzy i szybko to odczuwamy, ze skórą brzucha też świetnie sobie radzi. Po kilku aplikacjach widać poprawę kondycji skóry na brzuchu, jest zdecydowanie bardziej napięta i jędrna.

Uważam, że kosmetyki które dostaliśmy są świetne, niektóre z nich takie jak olejek jojoba i kolagen z elastyną zagoszczą u mnie na stałe.

Wszystkie informacje zawarte w cudzysłowie zostały zebrane w internecie i co ciekawsze wybrane dla Was. Oczywiście opisane tak najprościej i najlepiej jak potrafię.

Dajcie znać czy mieliście okazje poznać już jakieś olejki kosmetyczne i jak się u Was sprawdziły. 

Pozdrawiam!

Paulina 
O oszczędzaniu kilka słów czyli jak zaoszczędzić na jedzeniu

O oszczędzaniu kilka słów czyli jak zaoszczędzić na jedzeniu

Cześć kochani!

Dziś kolejny post z cyklu oszczędności i wszystko co pomoże nam zaoszczędzić trochę na wydatkach związanych z jedzeniem.
Pewnie większość z Was stwierdzi, że to nie możliwe, jednak postaram się przekonać Was że można. Jak wiecie w domu mam trójkę facetów, co prawda rozbieżność wiekowa jest spora więc każdy ma inne zaopatrywania kaloryczne ale każdy z nich kocha jeść. Uwierzcie mi, że wyczarowanie obiadu dla nich to wyzwanie, każdy lubi co innego, ma być smacznie, zdrowo i sycie.

Lato jest miesiącem który obfituje w dobrodziejstwa natury od ogórków, przez śliwki. Zamiast kupować gotowce możemy zrobić sami przepyszny dżem, konfiturę, sok, ogórki kiszone. W pierwszym odruchu pomyślicie, że przecież to kosztuje, no tak zgadza się, czas, kupno produktów, jeśli nie macie ogródka bądź działki. Ale weźcie pod uwagę, że będzie smacznie, zdrowo i nie zrobicie jednego słoika tylko zapas, który rozkłada się na kilka miesięcy. 



Jedzenie które już ugotowaliśmy można przetworzyć, np. gdy robiliśmy naleśniki na słodko, a coś się ostało, można zrobić na drugi dzień na słono, z warzywami lub czymś innym co przyjdzie Wam do głowy np. krokiety. Ugotowaną zupę zamiast jeść 5 dni można 3, a resztę zamrozić. Mrożenie gotowych dań, nawet wekowanie ich zapobiega marnowaniu i wyrzucaniu żywności do kosza. 

Ciasta, ciasteczka, nawet chleb czy bułki lepiej upiec samemu. Nie dość, że wiemy co jemy, to jeszcze upieczone w domu dłużej zachowują świeżość, a co za tym idzie starczą na dłużej.

Zioła w doniczkach - zamiast kupować gotowce sami możemy posadzić zioła w doniczkach, na parapecie, balkonie, nawet w ogródku. Koszt opakowania ziarenek to dosłownie grosze, a szczypiorek będzie również smaczny z cebuli.

Jeśli macie jakiegoś znajomego rolnika,  to raz na jakiś czas możecie udać się do niego po mleko z którego można również wyczarować twaróg, masło. Idąc dalej tym tropem nikt mięsożerny nie pogardzi kurą, świniakiem. Część mrozimy, część przetwarzamy. 

Wyprzedaże, nie raz jest tak, że wieczorem gdy zamyka się rynek, bazar (jak zwał tak zwał) wyprzedają warzywa i owoce, bo na drugi dzień muszą mieć świeże. Więc warto zaczaić się przed zamknięciem i kupić po przecenie.

Planowanie wydatków i budżetu na jedzenie też jest ważne. Warto ustalić kwotę jaką się przeznaczy w ciągu tygodnia na takie wydatki i jej się po prostu trzymać.
Po za tym warto też zaplanować jadłospis na cały tydzień, żeby nie latać po sklepach. Dzięki temu oszczędzimy czas oraz pieniądze. Gdy czegoś zbraknie, a koniecznie chcemy ugotować konkretne danie warto pomyśleć, żeby wykorzystać to co już mamy w zapasach lub troszkę zmodyfikować przepis.

Nie stołuj się na mieście, wszelkiego rodzaju fast foody są dość drogie, a za tą cenę można w domu zrobić coś smacznego i szybkiego.

Można też gotować tanio czyli z produktów sezonowych, które są o wiele tańsze teraz, no i świeże, bo później zostają nam tylko mrożonki... Niedługo zacznie się sezon na grzyby, więc jeśli lubicie i się znacie można to wykorzystać. 

Zakupy spożywcze warto robić też na promocjach, w sklepach online bądź w większej ilości. Pod warunkiem, że zapasy te będą miały dłuższą datę ważności.



Sposobów na oszczędności jest mnóstwo, wystarczy pomyśleć.

Staraliście się kiedyś zaoszczędzić na wydatkach związanych z jedzeniem? Jeśli tak to podzielcie się swoimi sposobami.

Pozdrawiam!

Paulina
Polowanie na łowcę czyli filmowy czwartek

Polowanie na łowcę czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Jak zdążyliście zauważyć w ostatnim czasie dominują recenzję filmów trzymających w napięciu, więc i dziś będzie o takim, tym razem na faktach.

Polowanie na łowcę




Gatunek: Thriller
Czas trwania: 1 godz. 45 min
Produkcja: USA
Filmweb: 6,7/10
Rok produkcji: 2013

Robert jest zapalonym myśliwym jednak w przeciwieństwie do wszystkich nie poluje na zwierzynę... pewnego dnia jego ofiara ucieka, jednak jej zeznania nie są dla Roberta obciążające gdyż dziewczyna jest prostytutką, a takim się nie ufa. Z pomocą jednak przychodzi jej detektyw, który próbuję znaleźć dowody na to czym zajmuje się myśliwy w sekrecie.


Film mimo iż wolno się rozkręca ma bardzo ciekawą fabułę, momentami wbija widza w fotel. Nicolas Cage gra tu na poziomie, gdzie w niektórych filmach z nim ten poziom był poniżej zera, tu jednak daje radę. Malownicza Alaska i myśliwski klimat wręcz hipnotyzują widza do samego końca. Jak dla mnie jest to dobre kino (mimo tego iż jest przewidujące), które jeszcze po zakończeniu trzyma i daje do myślenia nad działaniem wymiaru sprawiedliwości.

Jeśli nie mieliście okazji go oglądać, znajdziecie film tu KLIK.

Pozdrawiam!

Paulina

Miało nie być, ale jest - lipcowe zużycia

Miało nie być, ale jest - lipcowe zużycia

Cześć kochani!

Kolejne denko miało być dopiero we wrześniu ale remont i ogólne porządki zmobilizowały mnie do obfocenia zużyć i pozbycia się zbędnych opakowań. Nie jest ich jakoś specjalnie dużo ale są spore, więc miejsce jednak zajmują. Prezentuje Wam puste lipcowe opakowania. 






Zaczynając od lewej strony.

Soraya - Max Satin, make-up kryjący. Jest to odcień nr 1 czyli najjaśniejszy, pasuje idealnie do mojej karnacji, dobrze kryje, nie wysusza skóry. Używam go już od jakiegoś czasu, odkryłam go w tym roku, nawet zaopatrzyłam się w niego na zapas gdy był na promocji. Jeszcze nie doczekał się postu ale napiszę kilka słów w wolnej chwili.

La Rive - sweet rose, woda perfumowana. Zakupić je możecie w Rossmannie, jednak nie każdemu podpasują zapachowo. Ja je kiedyś tam dostałam, nie polubiliśmy się od razu, z czasem chyba przywykłam, a może jak najszybciej chciałam wykończyć buteleczkę. Sama nie wiem. Pierwszy raz gdy się nimi popsikałam myślałam, że umrę, skojarzyły mi się ze starą babcią stojącą gdzieś w kolejce, która odurza ludzi swoim słodkim zapachem, z czasem zaczyna on wietrzeć i jest znośny. Jak wiecie postów o perfumach u mnie nie znajdziecie ;) 

GlySkinCare - Exfoliating Foot Mask. Pisząc po naszemu skarpetki złuszczające. Za jakiś czas o nich napiszę, obiecuję. Już je na stopach miałam i teraz się łuszczę (2 tydzień!). Jak się złuszczę do końca, to zrecenzuję.




Zacznę od próbek, ich zużycia idą mi jak krew z nosa... Dlaczego te akurat wykorzystałam?
Jedna to Inter Fragrances, Seboradin - szampon, czarna rzodkiew (+ ekstrakt z ziół). Jest on przeciw wypadaniu włosów, wiadomo że po pierwszym użyciu nic się nie zauważy, nawet na raz nie wystarczył gdyż w saszetce jest go zwyczajnie za mało. Mimo dobrej konsystencji, tego że fajnie się pieni niesamowicie śmierdzi. Śmierdzi tak, że szczypie w oczy dlatego też nie skuszę się na produkt pełnowymiarowy. 
4LONG LASHES - odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów. Mimo małego opakowania, konsystencja jest tak świetna, że dałam radę rozprowadzić ją po całej długości włosów. Może mam pukle średniej długości ale jest ich trochę. Po za tym fajnie pachnie i włosy po niej są przyjemne. Z pewnością pokuszę się o więcej za jakiś czas.
Dada, chusteczki nawilżone zna chyba każdy plus Carea, płatki służyły mi do demakijażu w ciągu ostatniego miesiąca. Obie rzeczy bardzo fajnie się spisują. 



Ziaja - pomarańczowe, kremowe mydło pod prysznic. Kocham tę markę, jednak z tym kremowym mydłem się zwyczajnie nie polubiliśmy. Bywa i tak. Lubię zapach pomarańczy ale ten był jakiś nad wyraz chemiczny, konsystencja rzadka. Moje mydło w płynie biedronkowej marki jest dużo bardziej gęste. Więc jest to moje pierwsze i ostatnie opakowane tego cudaka.

Kolastyna - brązujący balsam do ciała. Ja się nie opalam, opalać nie będę, a słońce mnie nie lubi. Prędzej się odwodnię i miało to miejsce już nie raz, niż się opalę dlatego korzystam z tego typu specyfików. Z tym balsamem bardzo się polubiliśmy, nie dość że nadaje fajny kolor, to jeszcze nawilża skórę. Oprócz tego fajnie pachnie, niczym słodkie kako, kolor ma biały, który delikatnie brązowieje na ciele.

Body Club - jogurtowe mleczko do ciała, malina. Ten biedronkowy cudak, ma konsystencję jogurtu i zapach malinowej Jogobelli. Mówię Wam obłęd. Co do reszty to też się dobrze sprawdza, bo nawilża. Jednak na dłuższą metę zapach był dla mnie drażniący, a konsystencja za rzadka.

Anatomicals - mgiełka do twarzy. Produkt marki UK, rzadko korzystam z tego typu gadżetów, bo są mi kompletnie nie przydatne. Zapach dziwny, mgiełka jak mgiełka, woda do nawilżania twarzy. Jeśli ktoś lubi to polecam jeśli nie to, śmiało się bez niej obejdziecie ;)

To by było na tyle jeśli chodzi o lipiec. Znacie któryś z tych kosmetyków? Może polecicie mi coś na moje wypadające "garściami" włosy? 

Pozdrawiam!

Paulina
 Podwójne zagrożenie czyli filmowy czwartek

Podwójne zagrożenie czyli filmowy czwartek

Cześć kochani!

Jak co czwartek pora na recenzję. Film mogliście oglądać wczoraj w tv, ja jednak wolę oglądać filmy online, bez reklam, a jak potrzebuję to zatrzymam czy też cofnę.

Podwójne zagrożenie




Gatunek: Thriller
Czas trwania: 1 godz. 45 min
Produkcja: Kanada, Niemcy, USA
Filmweb: 7,2/10
Rok produkcji: 1999

Film przedstawia nam sielski, anielski obrazek szczęśliwej rodziny. Libby dostaje w prezencie od męża wymarzoną żaglówkę na której postanawiają spędzić weekend bez dziecka. Nic jednak nie zwiastuje tragedii jaka ma się wydarzyć. Kobieta zostaje oskarżona o zabójstwo męża, nie wiele pamięta i nie ma się jak bronić. Gdy trafia do więzienia jej życie okrutnie się zmienia i niechcący odkrywa, że ukochany którego tak kochała jednak żyje. Za wszelką cenę chce odzyskać dziecko, oczyścić się z zarzutów i odnaleźć sprawiedliwość.



Uwielbiam stare i dobre filmy, a ten śmiało mogę do nich zaliczyć. Wątek świetnie się rozwija i na początku myślałam, że będzie to raczej spokojne kino, bo tak się zapowiadał. Z każdą minutą robi się ciekawiej, dochodzą nowe fakty które poznajemy i totalnie się wczuwamy. Oprócz tego, że ma dobrą obsadę, ciekawy scenariusz i zaskakujące zwroty akcji film daje też widzowi do myślenia ale żeby to stwierdzić musicie go obejrzeć.
Jeśli nie mieliście okazji, znajdziecie go tu KLIK. Oczywiście bez reklam i limitów.

Pozdrawiam!

Paulina

O mnie

Moje zdjęcie

Matka dwójki urwisów, szczęśliwa żona i spełniona kobieta. 

Z miłości do... wszystkiego co piękne i kobiece.

Z miłości do... pasji, książek, zakupów, dobrego kina, pysznego jedzenia, dbania o siebie.

Z miłości do... mojego małego świata <3

Google+ Followers

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Z miłości do.... lifestyle , Blogger